60 lecie Nowej Huty

Historia Nowej Huty

« wstecz
Nowa Huta ma dopiero 60 lat, a narosło wokół niej tyle legend, że można by nimi obdzielić kilka średniowiecznych zamków. „Nie jedź, chłopcze, do Nowej Huty, bo po drodze zostaniesz otruty...” – ostrzegał Adam Ważyk w „Poemacie dla dorosłych” (1955). Zaś w innym miejscu dodawał: „w węglowym czadzie, powolnej męczarni, z niej się wytapia robotnicza klasa. Dużo odpadków. A na razie kasza.”.

Tak Nową Hutę do dziś postrzega wielu. Ale prawda jest inna. Po pierwsze, kominy już nie dymią, bo obecnie kombinat produkuje zaledwie 1/7 tego, co w czasach PRL-u. Po drugie, klasa robotnicza już się „wytopiła” i wyrosła z niej zwarta społeczność, która w dużej mierze przyczyniła się do obalenia komunizmu w Polsce. Po trzecie, możliwość, że zostaniemy otruci – jak opisuje A. Ważyk - wódką podsuniętą przez wroga klasowego, jest zupełnie nieprawdopodobna. Wraz bowiem z upadkiem socjalizmu znikli też jego wrogowie.

Jak więc dziś wygląda stan wiedzy o Nowej Hucie?
Powszechnie uważa się ten rejon za najmłodszą dzielnicę Krakowa. Tymczasem badania archeologiczne wykazały, że tereny te były zasiedlone o wiele wcześniej niż dzisiejsze centrum Krakowa, w czasach prawdziwie archaicznych. Gdy na Wawelu dopiero przystępowano do budowy grodu, w Mogile istniała już osada składająca się z 300 chałup! Nowa Huta wcale nie jest więc taka młoda.
Kolejny mit, który rozwiały najnowsze badania, to przekonanie, że kombinat i miasto wystawiono w zemście za przegrane przez komunistów referendum z 1947 r. Dziś wiemy, że zadecydowały o tym względy ekonomiczne i korzystne położenie terenu. Kraków został wybrany spośród innych lokalizacji, bo posiadał dobrą bazę lokalową, węzeł kolejowy i zaplecze edukacyjne (a wśród licznych uczelni - Akademią Górniczo-Hutniczą kształcącą kadry dla przyszłego kombinatu).

Z kolei mitem podtrzymywanym przez propagandę komunistyczną było stwierdzenie, że hutę zlokalizowano na ugorach. To nieprawda. Kombinat był wznoszony na najbardziej żyznej glebie rolniczej – czarnoziemie. Utrudniało to zresztą budowę – po deszczu wykopy zamieniały się w tłuste miękkie błota, w których tonęli sprzęt i ludzie. W lecie z kolei wszędzie unosił się pył.
Nie wszystko szło też tak sprawnie, jak głosiły ówczesne media. Panował nieopisany bałagan i marnotrawstwo. Często z powodu jakiegoś błędu trzeba było rozbierać budynki i wznosić je od nowa albo od początku budować nasyp kolejowy, bo okazywało się, że prowadzi w zupełnie inną stronę niż trzeba. Warunki, w jakich mieszkali robotnicy, sprawiły, iż swoje osiedle baraków nazywali ironicznie „Meksykiem”.

Z czasem jednak wszystko się zmieniło. W okresie PRL-u to właśnie tutaj zaopatrzenie było lepsze niż w centrum Krakowa. Nowa Huta była przedmiotem troski i dumy ówczesnej władzy. Pisano o niej reportaże i poematy, kręcono filmy, odwiedzały ją też różne delegacje. To właśnie z myślą o zagranicznych gościach wzniesiono w Alei Róż pomnik Włodzimierza Lenina (komunistyczny rytuał wymagał składania kwiatów przez delegacje pod pomnikiem Wodza Rewolucji, który był patronem kombinatu).

Początkowo osiedla mieszkaniowe wznoszone bez planu urbanistycznego. Opracowano go dopiero w parę lat po rozpoczęciu budowy. Jego autorem był zespól Tadeusza Ptaszyckiego, który później, już jako „Miastoprojekt”, wygrywał liczne prestiżowe konkursy międzynarodowe (m.in. na rozbudowę Bagdadu).

Równocześnie z domami projektowano zieleń miejską, wyposażenie sklepów i urzędów, a nawet dopasowane do stylu architektury meble. Nawet osoby nielubiące Nowej Huty muszą przyznać, że pod względem urbanistycznym nie budzi ona żadnych zastrzeżeń - jest ona dobrze rozplanowana, posiada dużo zieleni, przedszkoli, szkół, a do urzędów i sklepów stosunkowo łatwo dotrzeć.

Z czasem zaczęto także doceniać tutejszą architekturę. Socrealizm – według założeń - miał być stylem „socjalistycznym w treści, a narodowym w formie”. Za ową „formę narodową” uznano w Polsce renesans, dlatego w architekturze Nowej Huty znalazły się attyki, „serliany”, kopuły, rozetki i tralki. Także w samym planie nawiązywano do rzymskiego Piazza del Popolo czy klasycznych twierdz okresu Odrodzenia, takich jak np. Palmanova.

Lecz największą wartością Nowej Huty są mieszkańcy i ich niezwykłe losy. Ludzie zjeżdżali tutaj z całej Polski - część dobrowolnie, szukając zatrudnienia, inni kierowani nakazami pracy lub jako junacy „Służby Polsce”. Zdarzali się i tacy, którzy z różnych powodów chcieli ukryć się w tłumie: żołnierze antykomunistycznego podziemia, repatrianci ze Wschodu, więźniowie wypuszczeni z sowieckich łagrów. Do Nowej Huty przesiedlano też Romów, którym w tym okresie wydano zakaz wędrowania z taborami po kraju, a także Ukraińców wywożonych z Bieszczad w ramach Akcji „Wisła”, wreszcie repatriantów powracających z Niemiec, Francji i Belgii. Trafiło tu nawet 150 Greków wygnanych z ojczyzny przez wojnę domową. Społeczność ta, zatrudniona głównie w kombinacie, szybko wytworzyła więzi, które pozwoliły jej potem stawić solidarny opór reżimowi komunistycznemu.

Można powiedzieć, że w Nowej Hucie, jak w żadnym innym miejscu Polski, skupiają się wszystkie wątki powojennej historii naszego kraju. Mamy tu bezwzględną walkę z chłopstwem, przymusowe wysiedlania, konfiskaty majątków szlacheckich, wielkie migracje, ofensywę propagandową, tworzenie się społeczeństwa, walkę z Kościołem, narastanie solidarnościowego buntu, załamanie przemysłu w okresie przemian i masowe zwolnienia lat 90-ych.

Dziś Nowa Huta czeka na rewitalizację. Ale nie taką, jak Stare Miasto, Kazimierz czy Podgórze, nie ma tu bowiem zrujnowanych kamienic czy pozbawionych zieleni placów. Jest natomiast wielu bezrobotnych i emerytów – niegdysiejszych herosów bijących rekordy pracy i opiewanych w pieśniach, a na koniec pozostawionych samym sobie. Nowa Huta czeka na jakąś ideę, która obudziłaby w niej optymizm i porwała ją do działania.